środa, 30 listopada 2011

Ostatnia wieczerza ;)

Dobrze, że jutro jest jutro, bo w tym tempie bym odrobiła te 10kg w tydzień :)
Dziś miałam postanowienie na dalsze przestawianie się na nowe godziny posiłków. Zaczęłam nieźle o prawidłowych godzin mniej prawidłowe żarełko:
6.00 Bania z mlekiem
10.00 Pączek!!
14.00 Kajzerka, masło, 1 plasterek sera żółtego, 3 plasterki szynki

Potem zaczęłam się zastanawiać co by tu zjeść na ostatnią "ostatnią wieczerzę". Myślałam, myślałam i myślałam.... Aż mi mózg zaparował. I tyle wymyśliłam, że nie zmieściło się na jeden posiłek i celebrowałam ją od 16.00 do 20.00 z przerwami na lekkie trawienie, bo jednak trochę mi się żołądek skurczył i nie dałam wszystkiego na raz pochłonąć. I było tak:

- kawa late, croissant czekoladowy 
- shusi i napój aloesowy
- kabanos i mały jogurt ananasowy

Tak patrzę na ten dzień i wiecie co... wcale nie będzie mi brakować najbardziej pączków. 
Przez ostatnie dwa miesiące zachciało mi się go tylko raz i mi wcale ich nie brakowało. ( Dziś to przewrotny umysł wpadł na pomysł, że może by go zjeść, bo przecież teraz nie będzie wolno a nie faktyczna zachcianka).
Ciężko będzie z jogurtem naturalnym bo jakoś za nim nie przepadam, stąd tan ananasowy się znalazł pomimo małego stopnia rozpusty.
Najbardziej będzie mi brakować tej kawki late... No nic dam radę jakoś bez niej przeżyć. W końcu kawę piję stosunkowo od niedawna. Kiedyś mogła dla mnie nie istnieć to po portu znów tak będzie. 

Po tych obżarstwach musiałam wieczorem interweniować prochami przeciw niestrawności, ale chyba wszystko przez ostatnie dni zaliczyłam co chciałam :)

Do jutra...












wtorek, 29 listopada 2011

Gala

Dziś będzie już obszernie i po kolei :)

Haneczka w internecie się natchnęła na ogłoszenie, że Centrum Odchudzania szuka Pilotów ogólnopolskiej akcji. Piloci dostawali siedmiomiesięczny darmowy, pełen program odchudzania..
Zachęcona wynikami ostatnich dwóch miesięcy ochoczo wysłałam zgłoszenie. I nawet zadzwonili i zaprosili na drugą turę naboru - rozmowy kwalifikacyjne na żywo. Miało to miejsce w niedzielę w Lublinie.

Siedziba mieści się w Pałacu Parysów na Starym Mieście. Lokalizacja świetna. Rynek cudowny. Jednak kumulacją byli sami ludzie w tym ośrodku. Przemili, życzliwi, uśmiechnięci. Weszłam tam i poczułam się jak w domu. Prawie natychmiast żałowałam, że takiego klubu nie ma w Warszawie.

Zaczęło się od wykładu o teorii programu prowadzonego przez samego prezesa. Można było podziwiać efekty odchudzania ludzi z poprzednich edycji. Na żywo. Namacalnie. Była dziewczyna co schudła 82 kg, inna co zgubiła  80 cm w tali. I masę innych przypadków zgubienia parudziesięciu kilogramów. Normalnie wstrząsnęło mną mocno ten pobyt tam. Na prawdę poczułam się zmotywowana.

Rozejrzałam się dookoła. Masa w większości pięknych, uśmiechniętych choć większych kobiet. Facetów było  nie wielu. 
 
Oczywiście nas zwarzono przeprowadzając pełne pomiary tkanki tłuszczowej, mięśniowej etc. Niestety nie dostałm ich na pamiątkę to się nie "pochwalę".
Potem był rozmowa kwalifikacyjna którą prowadziły fantastyczne osoby.
Wywiad z lekarzem i Prezesem.
Na koniec strzelali wszystkim fotki.

Wróciłam do domu wyczerpana ale i zadowolona. Poszłam nawet wcześniej spać. Obudził mnie telefon po 22. Niestety, przykro ale się nie zakwalifikowałam. "Trudno, dupa idę spać dalej" - pomyślałam.

Następnego dnia czyli wczoraj była oficjalna Gala, na której Prezes znów po krotce omówił program i przedstawił  wybranych pilotów. W trakcie tej prezentacji miałam mieszane uczucia. Raz, że "dlaczego nie ja" innym razem "może to dobrze, że nie ja". I jedno, niezmienne, że "też podejmę wyzwanie". Choć jak bym była pilotem to był by mus, a tak spadło do rangi "spróbuje" :) Zobowiązania bardziej mnie motywują.

Po części prezentacyjnej, były wypowiedzi i słowa podtrzymania na duchu wypowiedziane kolejno przez:
 Aleksandrę Kobielak- Mistrzynę Świata w Fitness
 Mariusza Pudzianowskiego
 Iwonę Pavlović

Byli i inni znani jak np. Agustin Egurola czy prowadząca Dorota Gardias. Chciałam się jednak skupić na Pani Iwonie. Nie miałam do niej żadnego stosunku, ponieważ Tańca z Gwiazdami nie oglądam. Bardzo mi się jednak na tej gali spodobała. Musi być bardzo miłą osobą. Niesamowicie też ruszyła mnie jej przemowa. Padły m.in. dwa zdania których nie zacytuję ale były one kropeką przepełnającą kiechich ostatnio zdobytych przeze mnie motywacji. Nie dziwię się, że jest ambasadorkę. "Kujpuję" ją w całości :)










Teraz trochę o dniu bieżącym.

Nie mam jeszcze nowego programu. Mniemam, że uda mi się zacząć od 1.12.2011. W związku z tym dalej się "żegnam" z różnym rzeczami. Jak tak dalej pójdzie, przez te "przygotowywania" do odchudzania, to do pierwszego nadrobię wszystko co straciłam ;)

Jedno wiem na pewno, że teraz będę się żywić co 4 godziny 4 razy dziennie i dziś postanowiłam zacząć przystosowywać organizm do takiego rozkładu choć zwykłymi posiłkami. I tak:

6.00 Granola z mlekiem
10.00 2 odtłuszczone parówki, ogórek konserwowy, 1 kromka chleba słonecznikowego
14.00 Mozzarella, pomidor, 1 kromka chleba słonecznikowego
18.00 1/2 pizzy, Coca Cola 0,2






poniedziałek, 28 listopada 2011

post błyskawiczny

Nie mam jeszcze czasu opisać co robiłam wczoraj w Lublinie, jednak zmieni to radykalnie moje najbliższe życie. Z braku czasu dzisiejszy post też lakoniczny.

Jedzeniowo wczorajszy dzień był swego rodzaju "ostatnią wieczerzą" i nie ma sensu wymieniać wszystkich tych pysznych i niezdrowych rzeczy jakie pochłonęłam.

Dziś robię pożegnanie z ulubionymi dietetycznymi (i nie tylko) potrawami. I tak:
10.00 kluseczki z bani na mleku
12.00 kawa z mlekiem i cukrem i kawałek ciasta jogurtowego
14.00 płatki - granola - z mlekiem

Potem jadę do Warszawy na Galę i nie wiadomo kiedy wrócę i czy i co będę jeszcze jadła.



sobota, 26 listopada 2011

Happy day czyli 10 kg mniej


Wstałam dziś w znacznie lepszym humorze. A uległ on jeszcze większej poprawie jak stanęłam na wagę:

minus 10,3 czyli: 

waga obecna 116,3 kg ; 
waga wyjściowa 126,6



Usłyszałam w głowie fanfary. Już myślałam, że to nie nastąpi bo był mały przestój. A jak się ma zapał to by chciało się, żeby było jak najszybciej. Jednak doczekałam się. Znów na potwierdzenie, że bez względu na wszystko rób swoje.

Dalej też dzień przebiegał bardzo przyjemnie. Trochę ruchu przy myciu autka a potem już tylko pakowanie, domowe SPA i inne miłe rzeczy.

 Wstałam wyjątkowo o 8.00, I to dobrowolnie!! :). Wieczorem muszę się wcześniej położyć, żeby wstać po 2.00. To był taki zabieg, żeby potem się nie tłuc jak przyjdzie pora na spanie.
Jutro jadłe do Lublina. Wieki już nie byłam dalej niż w Warszawie. Dziś jestem tylko podekstytowana z tego powodu. Wczorajsze czarne przemyślenia diabli wzięli.

Żarełko dnia:
8.30 Kawa z mlekiem i kostką cukru, cisto, orzechy i 1 morela suszona dla dekoracji


13.00 Zieniaki, schabowy, surówka z kiszonej kapusty, marchewki i jabłka


17.30 Mały jogurt truskawkowy



Słowo jeszcze o jedzeniu. Dzisiejszy jadłospis wygląda jak dawniej. Nie jest to próba uczczenia wagi tylko zbiegi okoliczności.
Ciasto dostarczyła teściówka. Lekkie, mało słodkie, jogurtowe z jabłkami więc nijakich wyrzutów sumienia nie mam.
Zajęta sobą nie miałam czasu na tak przyziemne rzeczy jak robienie obiadu także po porstu podłączyłam się do obiadu męża. Zmieniłam tylko proporcje w stosunku do niego jedząc mniej surówki i tylko jeden kotlecik nie tak jak kiedyś dwa :)

Życzę miłego weekendu i do poniedziałku :)




piątek, 25 listopada 2011

Dzień "pod górę" i pod znakiem parówki

To było do przewidzenie, że tak się skończy... ale po kolei.

Dziś miałam jakiś "kiepściejszy" dzień. Już w dzień trochę kombinowałam co by tu zjeść. Stąd ta bułka z miodem. Jakoś nic mi się nie chciało. Jednak kryzys nie był spowodowany jedzeniem, ale to jedzenie, faktem takiej nudy jakiejś wewnętrznej. Może za bardzo czekałam na weekend a im on bliżej tym bardziej emocje opadają a wręcz popadają w drugą skrajność ... Nie ważne!

Potem było jeszcze gorzej. Wracając do domu wyjazd z Warszawy na odcinku 3 km zajął mi 1,5 godziny. Była już 16.30 czyli po porze karmienia. "Kiszki grały marsza". Pęcherz chciał pęknąć. W akcie desperacji opuściłam korek i skręciłam na stację benzynową. Nie zadowoliłam się tylko toaletą. Na BP są pyszne hot dog'i więc pochłonęłam jednego na ten głód zapijając kawą late. Mogłam wrócić na trasę. 

Korek się ciągnął bez końca. W efekcie przyjechałam godzinę spóźniona do lekarza czyli po 17tej. Lekarz nie bardzo chciał zgodzić się na opóźnioną wizytę. Musiałam czekać do końca czyli do 18tej. Na szczęście o 17.50 wyszedł ostatni pacjent więc łaskawie mnie przyjął. 
Nota bene werdykt po wynikach RTG brzmiał: trzeba żyć "ino" schudnąć (!!??!! nie wpadłabym na to :/) i wzmocnić kręgosłup, żeby gorzej nie było.

Jak by tego było mało przez ten pierdzielony korek i lekarza nie zdążyłam też na jogę, które wyjątkowo była dziś nie w czwartek.

Żeby już gorzej nie było oczywiście idę spać.

Dla porządku:

Żarełko dnia:
6.00 kluseczki z bani z mleczkiem
8.00 Kawa  + mleko + cukier
10.00 parówki, pomidor, ogórek kiszony, ogórek konserwowy, cebula
13.00 kajzerka z ziarnami, masło, łyżeczka miodu
16.30 Hot Dog i mała kawa late



Joga dnia:
5.00-5.20 5          Asan po 11 powtórzeń każdej; 4*40 „odchudzające oddechy”


czwartek, 24 listopada 2011

Kluszeczki z bani

A dziś na śniadanie jadłam... Nie, nie. Nie płatki :P I za nim przejdę do rzeczy jako anegdotę napiszę trochę dookoła.

Będąc wczoraj na zakupach dzwoni do mnie mąż. Hałas w sklepie. Nie słyszę początku. Dalej mówi do mnie "...kluseczki z bani".
- A co to? - pytam zdziwiona
- No takie do jedzenia. Kluseczki.
- No ale z czym to się je. Jak to wygląda?
- No z mlekiem.
- A jak to jest pakowane? (ręce mi opadają bo co ja mam mu u licha kupić??!!??).
- A mama zapakuje w jakieś pudełeczko czy coś.
- Jak to? Co zapakuje? - zdurniałam całkiem
- No te kluseczki! - zrezygnowałam z dalszych pytań bo już wiedziałam, że nie mam nic kupować na dalsze wyjaśnienia przyjdzie czas.

No i tak oto dziś na śniadanie jadłam "kluseczki z bani" :) Po dokładnym śledztwie u źródła - bo u męża nie wiele więcej się dowiedziałam.
Jest gatunek dni, dynia makaronowa którą się  
gotuje w osolonej wodzie,
wydrąża środek,
a miąższ odrywa widelcem w takie nitki.
i to cała tajemnica. Wg zaleceń zjadłam to z mlekiem przyprawiając odrobiną cukru. I bardzo mi zasmakowało. Nie dawno było, że za mało warzyw jem, więc proszę, jest ich więcej :) Potem oczywiście wrzuciłam hasło "dynia" w internet i ciekawych rzeczy się dowiedziałam. Na jutro jeszcze mam "kluseczki z bani" i już załatwiłam sobie następną porcję - bo po co robić jak można dostać ;)



Żarełko dnia:
6.00 Kluseczki z bani na mleku
8.00 Kawa + mleko + kostka cukru
10.00 około 200 g sera białego, 2 łyżeczki miodu
13.00 pozostałe ok 50g białego zera, mały jogurt ananasowy
15.00 80g kabanosa, pomidor
18.00 mały kebab i Coca Cola 0,2

Na koniec to co wyczytałam w internecie na temat tego interesującego owocu.

DYNIA

Miąższ i sok z tego okazałego warzywa mogą nam pomóc przeprowadzić skuteczna dietę w celu zmniejszenia zapasów tkanki tłuszczowej. Nasiona dyni hamują procesy starzenia organizmu. Badania naukowe dowiodły, że w tym okrągłym warzywie znajduje się zaskakująco dużo wartościowych składników.
Miąższ dyni obfituje w wodę i błonnik. Pobudza trawienie, ma zdolność wiązania toksyn, np. związków żółciowych i tłuszczu, i eliminowanie ich z organizmu. Enzymy zawarte w treści pokarmowej umożliwiają odciążenie trzustki, która wtedy może produkować mniejszą ilość lipaz (enzymów rozkładających tłuszcz).
Sok z dyni jest najlepszym napojem warzywnym. Jest idealnym połączeniem witamin i składników mineralnych, miedzi, żelaza, magnezu, potasu, w proporcjach odpowiadających potrzebom organizmu. Dynia wypłukuje zbędne produkty przemiany materii, reguluje gospodarkę wodną i działa odchudzająco.
Ogromne bogactwo kryją w sobie nasiona dyni. Każde z nich to istny skarb substancji biologicznych. W 45% składają się z wysokowartościowych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, niezbędnych do oddychania komórkowego, budowy ścian komórkowych, transportu cholesterolu, czynności gruczołów, dla skóry i błon śluzowych. Pestki dyni wspierają bezpośrednio witaminę D w procesie przemiany wapniowej, pomagają w przetworzeniu zawartych w dyni karotenów w cenną witaminę A. Nasiona dyni zawierają poza tym mnóstwo kwasów nukleinowych, które odmładzają i naprawiają komórki organizmu, zapewniają ich zdrowszy wzrost.
Lecznicze właściwości dyni:
- wzmacnia układ odpornościowy
- pobudza trawienie i odtruwa jelita
- zaopatruje organizm w witaminę D
- pomaga zredukować tkankę tłuszczową
- obniża poziom tłuszczów we krwi, odciąża trzustkę
- wzmacnia osłonki włókien nerwowych, działa uspokajająco
- działa moczopędnie, pomaga w dolegliwościach nerek i gruczołu krokowego
Znakomite przekąski z pestek dyni
Kto chce zachować sprawność i dobrą figurę, lub je odzyskać, powinien sięgać po pestki dyni. Małe płaskie nasiona zawierają prawie wszystkie mikroelementy, wiele witamin i wyjątkowo dużą ilość cennego, biologicznie aktywnego fosforu, niezbędnego do pozyskiwania energii komórek organizmu. Garść pestek dyni w samochodzie, na biurku, jako przekąska na drugie śniadanie czy wieczorem przed telewizorem to zwyczaj godny polecenia. Małe nasiona wprost pękają od bogactwa białka, cennych kwasów tłuszczowych i odmładzających kwasów nukleinowych. Nasiona dyni sycą tak samo jak zwykły batonik czekoladowy, są jednak (według obliczeń biochemików) 14 470 razy zdrowsze.
 (niestety nie udało mi się ustalić źródła tego artykułu)
Przeciętnie 100g dyni dostarcza zaledwie ok. 15 kalorii

środa, 23 listopada 2011

Nie rób zakupów na głodniaka


Żarełko dnia:
6.00 Granola z mlekiem
8.00 Kawa z mlekiem i kostką cukru
10.00 Serek homogenizowany, kromka chleba słonecznikowego
13.00 Banan
16.00 60 g kabanosa drobiowego
17.00 wczorajszy szpinak (1/2 porcji wczorajszej)  i 1 indyjski placek 


Dziś zrobiłam dokładnie tak jak się robić nie powinno. Prosto po pracy głodna poszłam na zakupy jedzeniowe. Tę zasadę, żeby nie robić zakupów na głodniaka każdy dochudzający zna dokładnie ja niestety się nie zastosowałam. I oczywiście oczami zjadałam wszystko na co padł wzrok. Nakupiłam więcej niż powinna. No i właśnie by uciszyć ten ogromny głód kupiłam kabanosy i je zjadłam na parkingu. Potem jak dodarłam do domu zjadłam prawidłowy obiad. Jednak podkład był i nie dałam rady zjeść tyle tego szpinaku co wczoraj. Suma sumarum chyba nie tak źle wyszło tyle, że obiad był na raty. I godzinowo wyszło 6 posiłków :)

Zauważyłam, że w ogóle nie piszę tutaj o piciu. A wypijam co najmniej 1,5 litra wody i do każdego gęstego posiłku 1/2 szklaki czegoś ciepłego. Staram się też zawsze przed jedzeniem 15 min. wcześniej wypić wodę.

Joga dnia:
5.00-5.20 5          Asan po 11 powtórzeń każdej; 4*40 „odchudzające oddechy”



wtorek, 22 listopada 2011

Mój Palak paneer


Zacznę od rozkładu jazdy jedzonka, bo potem będzie długo na inny temat.

11.00 jajecznica z dwóch jajek, pomidor, kawałek chleba zwykłego z odrobiną masła
16.00 Mój Palak paneer i 2 placki chapati
20.00 garść orzechów, śliwka i morela suszona

Kiedyś opisywałam jak byłam w restauracji na Palak Paneer. (Fotki i opis TUTAJ ) Tam to jednak droga impreza i jak mam czas robię czasem sama tę potrawę w domu i jednocześnie na dwa dni mam jedzenia. I tak:

PALAK PANEER

Składniki:
  • 500 g szpinaku (np. mrożonego)
  • 1 spora cebula
  • 6 posiekanych ząbków czosnku
  • 8 orzechów nerkowca
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego (lub odpowiednią ilość pomidorów w dowolnej postaci)
  • szklanka mleka
  • łyżeczka garam masala (taka mieszanka przypraw, można dość łatwo kupić) i/lub  ½ łyżeczki mielonej kurkumy, 1 łyżeczka kolendry , ¾ łyżeczki mielonego kminku
  • imbir (3 cm zmiksowanego świeżego, ew. czubata łyżeczka proszku)
  • 1/2 łyżeczki papryki chili w proszku (w oryginale 1 łyżeczka - dla odważnych) lub 3 posiekane zielone papryczki chili
  • olej/oliwa w oryginale 1-2 łyżki masła ghee
  • sól do smaku
Mrożony szpinak przygotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
W przyodku świeżego: zpinak myjemy, odsączamy, odcinamy łodygi, liście siekamy, gotujemy na parze przez 7-8 minut. Schładzamy i miksujemy na purée.

Mieszamy ½ filiżanki wody, kurkumę, kolendrę i kminek, odstawiamy.



Miksujemy cebulę z czosnkiem i podsmażamy na patelni do zeszklenia na małej ilości oleju.


Dodajemy namoczone przyprawy i podsmażamy, aż woda odparuje.



Miksujemy orzechy nerkowca, pomidory, imbir i papryczki chili, dodajemy do cebuli, wszystko dokładnie mieszamy i podsmażamy przez ok. 6 minut aż olej wyraźnie oddzieli się od pasty.



Wtedy dodajemy szpinak, ¼ łyżeczki soli i trochę mleka, ponownie mieszamy, przykrywamy i dusimy na średnim ogniu przez 5-8 minut, co jakiś czas mieszając. W takcie duszenie polewamy po trochu melkiem nie wylewając go jednak do końca.

Następnie wrzucamy kostki sera, dodajemy resztę mleka oraz łyżeczkę mieszank Garam Masala . Wszystko powoli ostrożnie mieszamy uważając, aby ser się nie rozpadł, skręcamy ogień, patelnię przykrywamy i wszystko podduszamy przez jeszcze ok. 5 minut aż ser zmięknie.

Potrawę odstawiamy na ok. 10 minut aby przeszła smakami, wierzch posypujemy startym serem.

Ser paneer 

Składniki:

1-2 litry tłustego melka

2-3 łyżki sok z cytryny

1 łyżeczka soli

300 ml jogurtu




1. Zagotować mleko z sołą. Zdjąć z kuchenki dodać jagurt wymeiszany z sok z cytryny Delikatnie mieszkać stawaiajac na powrót na ogniu aż mleko się zważy. 

2. Po ok 5 minutach Całość przelać przez szmatkę i dokładnie odcisnąć. 

3. Następnie położyć zawiniątko z serem na twardej powierzchni,

4.  Na zawiniątku postawić 
coś ciężkiego i niech sobie stoi przez jakieś pół godziny.

5. Gotowy serek




Chapati (indyjski chlebek)

- 75 g mąki
- 125 g mąki pełnoziarnistej
- 1 łyżka masła
- duża szczypta soli
- ok 1/3 szklanki ciepłej wody








W misce mieszamy mąki z solą, kawałkami masła, wodą. Wyrabiamy mikserem lub rękami, aż ciasto będzię gładkie i elastyczne. Z dobrze wyrobionego ciasta formujemy kulę, zostawiamy w misce przykryte wilgotną ściereczką na pół godziny. Potem ciasto dzielimy na 8 części, robimy z nich kulki. Rozgrzewamy mocno (bez tłuszczu) największą patelnię jaką mamy. Na oprószonej mąką stolnicy kładziemy kulkę ciasta i rozwałkowujemy na okrągły, cienki placek wielkości dna patelni. Pieczemy na suchej patelni po około 2 minuty na każdą stronę. Z każdej kulki powstaje jeden placek.


A oto gotowa potrawa. Dziś postawiłam na inną konsystencję niż w restauracji choć osobiście wole błotko. Wtedy jednak najlepsze jest peere szpinakowe. Ja jako, że miałam całe liście, po ugotowaniu odsączyłam wyszła gęstsza potrawa.


A Jak już dziś taki byczy post to jeszcze żeby było więcej jeden załącznik. Na blogu o ubraniach wstawiłam swego czasu jedzonko, to teraz kolej, by tu ukazało się wdzianko domowe, czyli moją persona w trakcie przygotowywania tego jedzonka :)



poniedziałek, 21 listopada 2011

Jednak ryba

Jako, że dziś nie byłam w pracy i miałam różne dziwne rzeczy do załatwienia, mój dobowy rytm uległ kompletnemu zakłóceniu. Stąd śniadanie w porze trzeciego posiłku. Jedynie obiad zmieścił się w czasie. Przez to wyszło coś mało tych posiłków dzisiaj, ale prawie w pełnym składzie i różnorodności.

Sądziłam, że po ostatnim zatruciu długo nie będę mogła patrzeć na rybę. I dziś miał być zupełnie inny obiad, ale jak mąż nasmażył tej rybki własnoręcznie nabytej i poczułam zapach jakoś mnie nie odrzuciło o wręcz przeciwnie. Nałożyłam na talerz z myślą, że najwyżej nie zjem. Pierwsze kęsy tak brałam z rezerwą ale szybko się okazało, że ryby jednak dalej lubię i pochłonęłam wszystko.


Moja własna mata, mój kocyk i klocek na sali w której się odbywają sesje Jogi


A teraz tuż przed wyjściem na jogę w horoskopie czytam:

"To, co zasiejesz, trzykrotnie wróci do Ciebie. To właśnie mówi prawo karmy. Podobno przychodzimy na ziemię by doświadczyć życia w pełni. Każda sytuacja, która nas w tym życiu spotyka ma wiele aspektów i wywołuje wiele różnych emocji. Zastanów się więc czy Twoje postępowanie nie wywołuje w innych poczucia krzywdy. Bo jeśli tak, to Ty również w przyszłości doświadczysz podobnej sytuacji, ale tym razem z tej drugiej strony. Na tym właśnie polega całkowite doświadczanie."

W normalne horoskopy nie wierzę, ale tan co mam ustawiony często takie mądre rzeczy opowiada, to lubię poczytać. Zastanawiam się komu w młodości tak zazdrościłam, że ta waga wróciła do mnie w trójnasób ;)
A poważnie, to prawo karym do mnie przemawia, ale to już inny temat nie związany z dochudzaniem, zatem zostawiam i lecę się wyciszyć. Mata czeka...









Żarełko dnia:
12.00   2 jajka na miękko, kromka zwykłego chleba, ciut masła, mała kawa z mlekiem i kostką cukrem
15.30   ryba, ziemniaki, surówka z marchwi i jabłka
20.30 garść orzechów różnej maści, 2 morele suszone, suszona śliwka


Joga dnia:
14.00-14.20          5 asan po 11 powtórzeń każdej; 4*40 „odchudzające oddechy”
18.30-20.00          Sesja Sir Sir Jogi
21.30-21.18           4*40 „odchudzające oddechy”

P.S Wróciłam dziś z jogi bardzo głodna i pogratulowałam sobie "moich kuchennych rewolucji" o których pisałam tutaj: http://backthin.blogspot.com/2011/10/kuchenne-rewolucje.html
Weszłam do kuchni i wzrok zatrzymał się na parapecie i skutkiem była taka kolacja a nie patroszenie lodówki co mogłoby zaowocować nie wiadomo czym.

niedziela, 20 listopada 2011

Fasolówka i outlet


Żarełko dnia:
8.00 płatki z mlekiem
10.00 mały jogurt brzoskwiniowy
12.30 miska zupy fasolowej
14.00 kawa z mlekiem i cukrem
16.30 kanapka grillowa

Jak byłam mała w ogóle nie nawiedziłam zup. Teraz moja średnia wynosi jakieś 4 talerze na rok. Dziś przypadła ten dzień, że się na nią skusiłam . Uwarzył ją mój mąż. Trzeba mu przyznać, że wyszła rewelacyjna. Niestety on gotuje ciężko w stylu naszych babć, ale za to był to pełen posiłek a nie wstępniak do drugiego dania.

Dziś nawet sporo ruchu miałam. Tzn ciągle tego nienerwowego ale dobre i to.
Rano joga w pełnym wymiarze. Przed południem 2 godz na cmentarzu i zakupach jedzeniowych. Po południ 3 godz łażenia po Outlecie. Oczywiście ubrań ta dla mnie tam nie ma. Jak będę potrzebować adidasy to mogę się ewentualnie jeszcze pokusić o powrót. Miałam nadzieję na jakąś fają torebkę. Była nawet jedna co mi się podobała ale kosztowała 173 zł, czyli po przecenie poza moim zasięgiem. Także prędko tam moja noga nie postanie.